Part 2
"Siedzisz na moim miejscu."
Zerkam zdziwiony do góry, a on stoi sobie, jedząc jabłko.
"Gdzie byłeś?" Zapytałem, wstając. Zacząłem strzepywać ze spodni luźne źdźbła trawy. Nie chciałam
brzmieć jak zdenerwowany, ale przypuszczam, że nie udało mi się tego ukryć. Wreszcie przyszedł,
więc nie mogłem tylko siedzieć. Chciałem wiedzieć co go zatrzymało i dlaczego się spóźnił.
Przestał przeżuwać i spojrzał na mnie zdziwiony. "W domu? Dlaczego pytasz? Gdzie indziej móg~"Patrzyłem, jak pewne
składają mu się w całość. "Czy ty tu na mnie czekałeś?"
W nagłym przypływie wstydu, opuściłem wzrok i odchrząknąłem. "Nie, oczywiście, że nie. Dlaczego
miałbym to robić? "
"No cóż, obserwujesz mnie już od jakiegoś czasu. Musisz wiedzieć kiedy tu przychodzę. "
Odchrząknąłem ponownie, śmiejąc się. "To brzmi jak bym był pedofilem".
Nie powiedział nic przez długi czas, dokładnie przeżuwając jabłko, aż skończył i rzucił ogryzek na trawę,
wycierając palce w spodnie. "A może nim jesteś jesteś?" Usiadł na ziemi, rozpiął plecak i wyjął z niego
szkicownik.
"Mam tylko dziewiętnaście lat, a ty nawet nie jesteś małym chłopcem." Wskazałem na ogryzek. "To zaśmiecanie środowiska."
Wzdrygnąłem się, gdy usłyszałem jego śmiech, był to dziwny odgłos, który można było uznać z wadę Chanyeola. Był zbyt radosny jak na mój gust (chociaż chciałbym nauczyć się z czasem to kochać). "A kuku, biologu. To będzie sięrozkładać." Wziął kawałek węgla drzewnego pomiędzy palce i spojrzał na drzewo, natomiast jego ręka płynnie wędrowała po całej świeżej stronie.Westchnąłem i usiadłem obok niego. "Co rysujesz?"















